fot. Paweł Bielecki
płaszcz, koszula: romwe, spodenki: ax paris, kapelusz: marlboro classic, buty: clarks, biżuteria: glitter
Winter is coming, a ja popyram w letnich majtasach, pomyślicie. No cóż, trzeba Wam wiedzieć, że każda poważna blogerka cierpi za miliony od października do marca, rozbierając się na mrozie i wietrze. A wszystko po to, by przypodobać się czytelnikom!
Wizerunek ostrej farmerki (wszak kapelusz, który mam na głowie to typowo kowbojski model) złagodziłam niewinną bielą koszuli (made in china) i dopełniłam stylizowanym-na-motocyklowe obuwiem, które oficjalnie zastąpiło ukochane Bronxy. A te wszystkie collar tipsy (ozdoby na rogach kołnierza) utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że jestem modowo opóźniona w rozwoju. Kiedy wszystkie it girls chodzą w modnych rzeczach, ja odkrywam je dwa sezony później. Sto lat za murzynami, chciałoby się powiedzieć. Ale jak to mówią, kto nie ryzykuje, ten tupie w miejscu.




